"Dziwne wydarzenia mają miejsce wokół raportu Amnesty International (AI), która po raz pierwszy oskarżyła armię Ukrainy o łamanie prawa humanitarnego podczas konfliktu z Rosjąą "

Poniżej przedstawiam  artykuł rosyjskiego publicysty Aleksandra Strawera na temat reakcji rosyjskich (i nie tylko)  na raport Amnety International z 4 sierpnia br. opisujący zbrodnie Ukraińskich Sił Zbrojnych na ludniści cywilnej podczas konfliktu z Rosją. W zachodnich łże-mediach temat ten umarł. Zapraszam do lektury
________________

Dziwne wydarzenia mają miejsce wokół raportu Amnesty International (AI), która po raz pierwszy oskarżyła armię Ukrainy o łamanie prawa humanitarnego podczas konfliktu z Rosjąą 
To już jest dziwne, że niektóre rosyjskie publikacje pozycjonowały raport jako niemal przełomowy. Hura!  Jaby nie było wcześniejszych wypowiedzi AI. Tak jakby wyraźne proukraińskie stanowisko tej organizacji nie było znane. Raport jest jedynie próbą pięknego odstawienia Kijowa na boczny tor lub podzielenia się z Rosją oskarżeniami o zbrodnie wojenne.

Bardzo dobra i co najważniejsze łatwo przeprowadzona kampania informacyjna. Każdy zna przysłowie o tym, że nie ma dymu bez ognia. Ja, z racji geografii, byłem chyba jednym z pierwszych, którzy opublikowali wiadomość o tym raporcie wnamoim kanale telegramowym. A w pierwszym poście napisałem, że raport był "śmierdzący". Czyli nienachalnie "Ukraina pozwala na naruszenia i wykorzystywanie miejsc  dla dzieci jako twierdz, ale Rosja też...".

Teraz, w miarę upływu czasu, okazuje się, że ostrzałem bardzo zainteresowany jest Międzynarodowy Trybunał Karny. A ciekawe jest to, że ten sąd bardzo ściśle współpracuje ze "wspólnym zespołem śledczym". Wydawałoby się to całkiem logiczne. Ale są też niuanse. Wspólny zespół śledczy został stworzony przez Polskę, Litwę i... Ukrainę  do rejestracji zbrodni wojennych.

Do jakich wniosków dojdzie ten zespół dochodzeniowy, myślę, że jest jasne dla wszystkich. Dodajmy do tego decyzję Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych o utworzeniu grupy zadaniowej, która ma pomóc, uwaga, Ukrainie w prowadzeniu śledztwa w sprawie rosyjskich zbrodni wojennych. Decyzja ta została podjęta jeszcze 21 czerwca. Ale nie było to nigdzie reklamowane. Szef Departamentu Sprawiedliwości USA, Merrick Garland, wspomniał o grupie tylko mimochodem:

"Departament Sprawiedliwości USA będzie dążył do wykorzystania wszystkich mechanizmów, aby postawić przed sądem tych, którzy popełniają zbrodnie wojenne i inne okrucieństwa na Ukrainie".

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie inne legendarne dla Stanów Zjednoczonych nazwisko - "legendarny łowca nazistów" Eli M. Rosenbaum. To właśnie ten człowiek przewodził nowej grupie. Były dyrektor Biura Dochodzeń Specjalnych (OSI) Departamentu Sprawiedliwości USA oraz dyrektor Wydziału Strategii i Polityki Praw Człowieka Departamentu Sprawiedliwości USA. To tak jakby Amerykanie zrównywali nazistów z rosyjskimi żołnierzami.

To właśnie ta grupa będzie zapewniać wsparcie operacyjne i doradztwo w zakresie ścigania przestępstw, a także uczestniczyć w gromadzeniu dowodów, badaniach kryminalistycznych i analizach prawnych dla Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Czy raport AI  zatem  rzeczywiście oznacza przełom i epifanię dla Zachodu, czy też to wciąż tylko kolejna kampania mająca na celu oczernienie Rosji w oczach jej własnych obywateli? Wiadomo, że Rosjanie nie odczują skutków takiej kampanii, ale obywatele krajów zachodnich jak najbardziej. Przy ograniczeniu informacji prawdziwych ludzie będą przyjmować każdą informację jako wiarygodną.

Raport jest próbą przerwania strużki prawdy, która wycieka w zachodnich mediach.

Sukcesy rosyjskiej armii, praca naszych mediów, a przede wszystkim pojawienie się w zagranicznych mediach wywiadów z najemnikami, którzy uciekli z Ukrainy, z dziennikarzami, którzy tam byli i tymi, którzy reprezentują prorosyjską stronę konfliktu, sprawiają, że zachodni czytelnicy zastanawiają się, czy wszystko, co jest publikowane w prasie, jest prawdą.

Relacje najemników o okrucieństwach armii ukraińskiej były zbyt wylewne. Zbyt wiele informacji wyciekło na Zachód po klęsce  azowców i zdobyciu Azowa w Mariupolu. Zachodni przeciętny obywatel nie może w coś takiego uwierzyć. Maszyna propagandowa działa tam bardzo dobrze, a wizerunek Rosji wykreowany przez ostatnie dekady gra swoją rolę.

Amerykanie są pod tym względem bardzo interesujący. Powiedziałbym nawet, że jest to wzorcowe i demonstracyjne dla naszych mediów. Niedawno, na briefingu 15 czerwca, znowu nieznana naszym mediom, ambasador-at-large USA Beth Van Schuck, która jest odpowiedzialna za tłumienie zbrodni wojennych i ich badanie, wyraziła ciekawy pomysł.

Sednem jej myśli jest to, że zbrodnie wojenne w każdej wojnie popełniane są przez obie strony. Konflikt na Ukrainie nie jest wyjątkiem. Dalej ciekawe: strona ukraińska przyznaje się do takich naruszeń w swojej armii i dąży do postawienia sprawców przed sądem, natomiast Rosja nie przyznaje się do istnienia przestępstw.

Czyż nie jest to piękne połączenie? To czy są przestępstwa czy nie jest jakby nieistotne. W każdej wojnie są one jej integralną częścią. Nie ma potrzeby udowadniania istnienia przestępstw. Trzeba tylko uznać i ukarać tego, kto jest winny. Co prawda sama amerykańska dyplomatka nie zadała sobie trudu, by poszukać przykładów takich działań ze strony Rosji i Ukrainy.

Wróćmy do Amnesty International. W widocznej części raportu widzimy więc fakty naruszeń ze strony AFU. Ukraińscy wojskowi wykorzystują do własnych celów pomieszczenia instytucji dziecięcych, szpitali i placówek oświatowych. Raport milczy na temat tego, że z tych pomieszczeń prowadzą działania bojowe. Nie było tam wtedy obrońców praw człowieka, więc nie sposób o tym pisać.

Odnosi się wrażenie pozornie obiektywnego spojrzenia na sytuację. Ale znowu, to jest dziwny rodzaj obiektywizmu. Jeśli przedstawiciele Amnesty International nie byli obecni w trakcie prowadzenia działać bojowych,  nie opisują ich. Ale... A co z drugą stroną? Po stronie alianckiej też ich nie było, ale o tej stronie piszą!

A teraz o tym, co dzieje się teraz. Raport został opublikowany. Nie wzbudził on, co zrozumiałe, większego zainteresowania. Media zostały pouczone lub poinformowane, aby nie przedrukowywać raportu i nie odnosić się do niego, jak rozumiem. Nie było też żadnej reakcji ze strony zachodnich polityków. Wszyscy doskonale wiedzą, że działania Ukraińców zostały usankcjonowane przez tych samych ludzi, którzy kierują europejskimi politykami.

Jaki będzie wynik?
A wynik jest następujący. Jakaś niezależna organizacja opublikowała raport, który w realu ukazuje się niemal codziennie. Ten raport zatem nie ma żadnej wartości i nie warto zwracać na niego uwagi. To tylko przelotny artykuł, nic więcej.

Czy mogło być inaczej? Niestety, nie. Uznanie raportu i komentarze polityków i liderów automatycznie wywołają pytania u zachodnich polityków. Dlaczego NATO wspiera przestępców? Dlaczego Europa i USA nie odpowiedziały na słuszne argumenty Rosji w raportach  złożonych w Hadze? I tak dalej, w tym samym duchu. I to w czasach, gdy rządzący w Europie i USA katastrofalnie tracą popularność i władzę, grozi upadkiem całego systemu politycznego Zachodu.

Reakcja stron konfliktu

Zacznijmy od Kijowa. Władze ukraińskie nie są mądre i inteligentne i dlatego zareagowały w Kijowie w sposób, który zupełnie nie odpowiadał potrzebom Zachodu. Minister spraw zagranicznych Ukrainy niemal natychmiast w swoim wystąpieniu wideo oskarżył Amnesty International o stronniczość:

"Takie zachowanie Amnesty International nie polega na poszukiwaniu i dostarczaniu światu prawdy... Przestań więc angażować się w to tworzenie fałszywej rzeczywistości, w której wszyscy są tylko trochę winni."

Doradca  PR rządu Zelenskiego Dmitrij Podoliak poszedł na Twitterze jeszcze dalej. Oskarżył obrońców praw człowieka o pracę dla Moskwy i próbę zakłócenia zachodnich dostaw broni na Ukrainę! Nie więcej i nie mniej. Szczerze mówiąc, zupełnie nie rozumiem tych histerycznych krzyków.(Identycznie, ja prezydent Ukrainy w przemówieniu do narodu- dop. JMW)

Czy naprawdę nie jest jasne, że w większości przypadków raport zachodnich obrońców praw człowieka jest korzystny dla Kijowa! Dlaczego? Po prostu dlatego, że jeśli zachodnie media w ogóle nie będą informować o zbrodniach WFU, to przecieki rosyjskich mediów, briefingi rosyjskiego Ministerstwa Obrony i relacje korespondentów wojennych stworzą ogromne problemy dla wizerunku Ukrainy w oczach europejskich czytelników.

Reakcję Moskwy doskonale pokazał nasz minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Przypomnijcie sobie jego wywiad dla BBC z 16 czerwca tego roku. Jedno zdanie, które rozmazuje nie tylko BBC, ale całą zachodnią prasę na mopsie:

"Czy pokazujecie w swoich raportach wyniki bombardowania terenów zaludnionych przez AFU, czy też nie pokazujecie tego? Nie pokazujesz tego."

To prawda, Ławrow, nawiasem mówiąc, powiedział tam również, że zachodnie media w ogóle nie relacjonują zbrodniczych działań ukraińskiego wojska w Donbasie i gdzie indziej. Nasz minister uważa, że powoływanie się na to, że zachodni dziennikarze nie są wpuszczani do strefy wojny, jest prymitywną "wymówką". Ci dziennikarze, którzy pracują w naszym kraju, doskonale zdają sobie sprawę z tych przestępstw. Ale oni milczą.

Znacznie ostrzej wypowiedział się przedstawiciel naszego resortu obrony, wiceminister obrony Aleksander Fomin:

"Na co dzień członkowie ukraińskich sił zbrojnych i batalionów nacjonalistycznych popełniają zbrodnie, które nie są właściwie oceniane przez społeczność międzynarodową.

"...w internecie zamieszczono wiele falsyfikatów na temat przestępstw popełnionych rzekomo przez rosyjskich służbistów".

"Takie przyzwolenie społeczności międzynarodowej, a także chęć władz ukraińskich do ukrycia swoich zbrodni, naszym zdaniem, doprowadziło do tragedii we wsi Oleniwka (Jeleniówka) - ostrzelania przez AFU miejsca przetrzymywania ukraińskich jeńców wojennych".

Krótkie podsumowanie

Żadnych oszałamiających wniosków nie wyciągnę. Uważam, że opublikowany raport jest niczym innym, jak tylko przemyślanym posunięciem wśród innych posunięć w kampanii dyskredytacji rosyjskich sił zbrojnych, rosyjskich władz i całego naszego państwa.

Reakcja na raport jest również dość przewidywalna. Nie na próżno opisałem szczegółowo tych, którzy obecnie zajmują się weryfikacją faktów przedstawionych w raporcie. Wiadomo, jakie wnioski wyciągną ci ludzie. Fakty będą albo sfałszowane, albo na podstawie sfałszowanych faktów będą wyciągane wnioski. Na najwyższym poziomie zdarzyło się to już nie raz. Pamiętacie odwołania zachodnich polityków do mediów społecznościowych i postów różnych blogerów?

W sumie SWO (czyli wojna - JMW)) trwa, podobnie jak wojna informacyjna między Rosją a Zachodem. Głównym punktem na dziś pozostają zadania postawione przez Najwyższego (czyli prezydenta Putina - JMW) przed rozpoczęciem SWO. Zwycięstwo militarne prawdopodobnie przyniesie również zwycięstwo w wojnie informacyjnej. Tylko podając prawdziwe fakty i dowody można pokonać fantastów.

AUTOR:
Aleksander Stawer